|
|
21.09.2006
Hospicjum Królowej
Apostołów
Polka w Mławie
Listy z Hospicjum
Akcje
Hospicjum |
|
W domu Moniki
17 września 2006
W
południe zajeżdżamy pod bramę domu Moniki. Na podwórku maleńki,
grubiutki piesek, pewnie Psotka się oszczeniła, a pod liśćmi kwiatów
siedem pręgowanych kotków – jeden ma być dla nas do Lilanii. Wita nas
Kasia siostra Moniki i zaprasza do środka.
W
pokoju gdzie leżała chora Monika zawsze czuję zapach jakby ziół i
kwiatów, mam wrażenie że jest z nami.
Minęło
pięć miesięcy od śmierci Moniki.

Kiedy ją poznałam była po kolejnej chemii.
Przyjechaliśmy podarować jej
komputer laptop, który otrzymaliśmy jako darowizna od Narodowego Banku
Polskiego. W ostatnim tygodniu życia Monika bardzo cierpiała, nie
widziałam jeszcze takiego ogromu męki...byliśmy przy niej długie godziny
w nocy, w dzień. Byliśmy razem z jej rodziną, ostatnie dwie doby nikt ze
sobą nie rozmawiał w pokoju gdzie konała Monika. Wspólnie modliliśmy się
półgłosem wśród jęku dziecka, czasami wydobywał się z niej straszny
krzyk zazwyczaj po długim bezdechu...
Odeszła do Nieba w dniu swoich dwudziestych urodzin.
Matka chrzestna Moniki ubrała ją w ślubną przecudną suknię , którą miała
kupić Monice gdy będzie szła do ślubu.
Na
stopach Moniki wciąż opuchniętych złożyłam złotą różę podobną do jej
sukni.
Dziś
położyliśmy białą na jej grobie.
Wieczór u Michałka
14 września 2006
Byłam u Michałka. Wrócił z Warszawy z nową wersją leczenia
chemioterapia w tabletkach. Weszłam po schodach do jego domu - pionowe
wejście na strych. Drzwi otwiera konkubin matki Michała, mówi, że
Teresa-matka Michała wyszła po sprawunki, a Michał uciekł z
domu przed matką do kolegi bo już nie mógł wyleżeć w łóżku. Zostawiam
siatkę na podłodze, a w niej jogurty, sernik, czekoladki, sok żurawinowy
i duża butelka wody ze Źródełka z Gietrzwałdu.
Wychodzę z myślą odszukania Michała, bo już słyszę jego radosny krzyk.
Jest z kolegą w ogrodzie, grają w piłkę. Michał podbiega do płotu, jest
tak przeraźliwie chudy, że zastanawiam się skąd bierze siły na hasanie i
zabawę. To radość, to szczęście ucieczki z domu na parę chwil od
tabletek, od bólu, od świadomości odchodzenia życia...Twarz Michałka ma
kolor
pomarańczowo-żółty, z twarzy schodzi mu płatami skóra, usta spalone w
kolorze fioletu to chemia. Nauczyciele już zaczęli nauczanie w domu.
Cieszy się, bo jutro pani katechetka będzie pierwszy raz. Mówię o naszej
Adoracji w sobotę, Michałek patrzy, a matka prosi o transport, nie
dojdą taki szmat drogi. Zaraz też myślę o naszym samochodzie beznadziei
, która
jest na dwie osoby, jak my będziemy wozić Magdę 25 km od Mławy? Żegnam
się, Michał nie może ustać w miejscu, chce się bawić, biegać, oddychać
wolnością, ciągle spogląda w ogród na kolegę. Po powrocie do hospicjum
telefon, dzwoni matka Michała i mówi, że
dziękuje za wszystko, ale przede wszystkim za wodę ze Źródełka, którą
Michał pragnie wypić do dna, aby tylko ozdrowieć.Nagrywałam Michałka na
kamerę w aparacie fotograficznym. Pragnę
ocalić te chwile dla matki.
Kiedyś będzie mogła oglądać moje wszystkie zdjęcia i filmy o swoim
synku...............
Olejne liście...
13 września 2006
Dziś wieczorem byliśmy u
Magdy w domu. Zawiozłam jej wodę ze Źródełka
z Gietrzwałdu, obrazek Matki Bożej i miesięcznik o nas do poczytania.
Pojutrze jedzie do Warszawy na kolejną chemioterapię.
Na kredensie stoją doniczki z kwiatami, ich liście błyszczą się
niesamowicie, nie mogę oderwać wzroku od nich. Matka Magdy zauważa to
i mówi, że Magda posmarowała olejem, bo się bardzo nudzi.

Kiedy
zawieźliśmy Magdalenie perukę wprost oszalała z radości, już
chciała jechać do szkoły, do dziewczyn, do swojej klasy. We wsi
powiedzieli dlaczego nosi chusteczkę, skoro ma takie piękne własne
włosy....Nie pojechała, nie miała siły.

Zaczęłam mówić o Radku, tym który został cudownie uzdrowiony. Matka
skomentowała, że zdarza się...
Jeśli nie będzie komplikacji podczas chemioterapii Magda wraca do
domu w niedzielę.
Czekam Magdaleno!
|